czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 3

Lucie szła przez zatłoczone ulice Londynu. Miała rozwiane przez wiatr włosy a jego zimny podmuch spowodował, że na jej twarzy zagościł lekki grymas. Wszystkie budynki w Londynie wyglądały tak samo: były szare i ponure. Lecz gdy tylko Lucie zobaczyła 'znajome' różowe drzwi już wiedziała, że to właściwy sklep z kosmetykami.
-Dzień dobry- powiedziała do kasjerki po wejściu do sklepu.
-Dzień dobry- miła starsza pani odpowiedziała jej tym samym- Czy pomóc pani coś znaleść?
-Nie, dziękuję. Na razie chce się rozejrzeć- po tych słowach Lucie uśmiechnęła się do kasjerki i udała się w stronę przedziału z kosmetykami do twarzy. Po drodze wzięła do ręki koszyk, a już po chwili był on wypełniony różnymi fluidami, tuszami oraz kredkami do oczu, pudrami i innymi potrzebnymi jej rzeczami. Później dziewczyna udała się do przedziału z lakierami do paznokci. Ku jej zdziwieniu był on całkiem pusty. Wtedy podeszła do niej ta sama staruszka, którą widziała po wejściu.
-Czy nadal nie potrzebujesz pomocy? - spytała.
-Nie, na razie sobie radzę- odpowiedziała, uśmiechnęła się i wróciła do szukania lakieru.
-A szkoda. Być może byłaby to ostatnia pomoc jaką otrzymasz w życiu- złowieszczy śmiech, który z siebie wydała sprawił, że po plecach Lucie przeszedł dreszcz.
Dziewczyna nie rozumiała o co może chodzić kobiecie. Wtedy starsza pani wyprostowała się, jej ciało pokryła zielona gruba skóra wyglądem przypominająca skórę krokodyla. Zamiast zębów miała teraz kły, a miejsce włosów zastąpił żółty pancerz. To już nie była ta sama staruszka co przed chwilą, teraz to był potwór. Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co widzi. Z transu wyrwał ją dopiero głośny okrzyk. Po chwili potwór rzucił się na nią, na szczęście Lucie zdążyła w porę odskoczyć na bok a bestia wylądowała na półce z perfumami. Lucie bez chwili namysłu wybiegła ze sklepu. Na zewnątrz nic się nie zmieniło, wciąż panował tam ogromny ruch. Dziewczyna odwróciła się na chwilę by sprawdzić czy stwór jej nie goni, lecz nie było po nim żadnego śladu.
-To ci się tylko wydawało Lucie, nic takiego się nie wydarzyło, to tylko twoja wyobraźnia- powtarzała sobie w kółko.
Postanowiła, że pójdzie już do kina pomimo tego, iż miała jeszcze 30 minut do rozpoczęcia się filmu. Na miejscu była po 15 minutach. Kupiła sobie popcorn z masłem oraz colę i czekała aż ochroniarz zacznie wpuszczać ludzi na seans.
                                      ***
Luke cały czas nie odstępował Lucie na krok. Gdy dziewczyna weszła do sklepu, on zrobił to samo. Cały czas chował się między przedziałami tak by go nie zauważyła. Nie musiał bać się, że zobaczy go ktoś jeszcze, ponieważ tylko Nefilim, demony i inni Podziemni mieli Wzrok, a ludzie widzieli go tylko wtedy, kiedy on tego chciał. W pewnym momencie zobaczył jak starsza pani zamienia się w demona i atakuje Lucie, lecz tamtej udaje się wybiec ze sklepu.
-Zostaw ją demonie ! - krzyknął, gdy potwór chciał się rzucić z pogoń za dziewczyną- Nic dziwnego, że wyczuwałem Demoniczną Energię.
-Proszę, proszę, kogo to moje oczy widzą. Luke Blackthorn jak sądzę- na 'twarzy' potwora zagościł złowieszczy uśmiech.
-Tak, to ja. Ale co ci po tej informacji, skoro i tak zaraz zginiesz.
Luke sięgnął za pas i wyciągnął z niego sztylet z wymalowanymi na nim runami. Zamachnął się przed siebie i przebił demona na wylot, ten po chwili zamienił się w czarny dym i zniknął. Luke szybko wybiegł ze sklepu i zaczął błądzić wzrokiem po każdym z przechodniów w poszukiwaniu znajomej twarzy. Niestety nigdzie nie było śladu Lucie.
-I co ja teraz zrobię, co powiem Magnusowi- zaczął lekko się użalać nad sobą.
Wtedy przypomniał sobie to, co mówiła mu Samanta: Lucie idzie na zakupy i do kina. Na jego twarzy widniał teraz uśmiech.
-Jak wrócę to będę musiał podziękować Samancie, że choć raz mi w czymś pomogła- powiedział do siebie i ruszył w stronę kina.
                                     ***
Czas dłużył się niemiłosiernie. Lucie siedziała na dużej czerwonej kanapie w pomieszczeniu znajdującym się przed wejściem do sali kinowej, w której były puszczane filmy. Obok na takim samym meblu siedziała para nastolatków, kilku dorosłych mężczyzn i kobiet oraz dwoje dzieci z jakąś dziewczyną. Wszędzie było widać i czuć porozrzucany popcorn. Wreszcie nadeszła odpowiednia godzina i ochroniarz zaczął wpuszczać do sali. Z tych ludzi których widziała dziewczyna na ten sam film co ona weszło para nastolatków, dwie dorosłe kobiety i mężczyzna. Lucie zajęła swoje miejsce i czekała aż zacznie się seans. W tym momencie do sali wszedł jeszcze jeden chłopak. Był wysoki, miał krótkie brązowe włosy lekko pokręcone od potu i piękne zielone oczy od których odbijało się światło. Szedł on w jej stronę i w końcu opadł na siedzenie tuż obok niej. Czuć było od niego zapach perfum, krwi i potu. Gdy wyczuła krew lekko się wystraszyła.
-Jestem Luke. A ty? - przedstawił się z uśmiechem na twarzy i wyciągnął do niej rękę.
-Ja jestem Lucie- również uśmiechnęła się i podała mu dłoń.
-Czemu postanowiłaś przyjść akurat na ten film? Lubisz horrory? - wypytywał.
-Tak, a ty?
-Niezbyt.
-Więc co tu robisz? - zapytała zaciekawiona Lucie.
-Pomyślałem, że może gdy obejrzę ten, to w końcu je polubie.
Dziewczyna chciała coś powiedzieć ale w tym momencie zaczął się film. Efekty były świetnie dopracowane i bardzo realistyczne. Gdy seans się skończył, Luke i Lucie wyszli z kina razem.
-I co, przekonałeś się do horrorów?
-Chyba nie- odpowiedział i obydwoje zaczęli się śmiać.
-Może odprowadzę cię do domu?
-Jasne- uśmiechnęła się i wskazała kierunek w którym powinni iść.
Rozmawiali ze sobą przez całą drogę, śmiali się i opowiadali o sobie nawzajem. Po trwającej około pół godziny drodzę znaleźli się pod domem Lucie.
-To tutaj mieszkam- oznajmiła.
-Masz bardzo ładny dom.
-Wiem- zaśmiała się pod nosem.
-Dasz mi swój numer telefonu? - spytał.
-Okej, ale najpierw muszę go znaleźć bo nie znam na pamięć.
Luke uśmiechnął się. Lucie wyjęła komórkę i podała mu swój numer, on zrobił to samo.
-Mam wrażenie jakbym cię już znała. Kogoś mi przypominasz, ale nie wiem kogo- dziewczyna była wyraźnie zakłopotana.
-Może znaliśmy się z poprzednich wcieleniach- chłopak uśmiechnął się, odwrócił i zaczął kierować w stronę Instytutu.
-Pa! - krzyknęła i weszła do domu- Tato, już jestem- oznajmiła stając w progu salonu.
-To dobrze. Jak było?- zapytał Magnus.
-Fajnie.
-Miałaś jakieś przygody?
-Aż za dużo - oznajmiła i udała się do swojego pokoju.
Magnus już o wszystkim wiedział bo Luke skontaktował się z nim po całym zdarzeniu z demonem. Postanowił, że pójdzie sprawdzić jak czuje się Lucie i czy nic jej nie jest. Wszedł na górę po drewnianych schodach i otworzył drzwi od jej pokoju.
-Kochanie, wszystko w porządku? - spytał.
Spojrzał w stronę jej łóżka i zobaczył, że dziewczyna śpi, więc przykrył ją kocem.
-Widzę, że to chyba za dużo wrażeń na jeden dzień dla kogoś takiego jak ty- powiedział sam do siebie.
Wyszedł z jej pokoju i udał się do swojego. Postanowił zrobić to co Lucie. Położył się i już po chwili zasnął.
----------------------
Mam nadzieję, że się podoba :) postaram się dodać nowy rozdział za tydzień, ale proszę Was - komentujcie, bo to naprawdę motywuje do pisania :)

1 komentarz:

  1. Genialny pisz szybko next :).A i jak byś mogła to proszę wyłącz weryfikację obrazkową bo jest strasznie denerwująca.życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń