poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 1

100 lat później (rok 2014)
-To jutro jest ten dzień- Magnus był bardzo podekscytowany- Jutro Lucie się obudzi. Muszę napisać do Instytutu.
Wziął do ręki papier i długopis. Mimo tego, że mógł korzystać z nowoczesnych urządzeń Podziemni woleli stare metody komunikacji.

                              'Do Instytutu'
Mam nadzieję że przodkowie poinformowali was o sytuacji, która zdarzyła się 100 lat temu w tym samym Londyńskim Instytucie w którym wy teraz jesteście. Pewna Nefilim- Lucie- otworzyła Pyxis a uwolniony demon rzucił na nią klątwę. Jej przyjaciel poprosił mnie bym czuwał nad jej ciałem, a gdy się obudzi zaopiekował nią. Piszę do was, ponieważ ten dzień jest już jutro. Za pomocą magii wprowadziłem do jej umysłu informacje: ma 18 lat, skończyła szkołę, ja jestem jej ojcem, ona sama wie że jestem czarownikiem, ale to nie zmienia tego że wciąż nie zna prawdy o sobie. Będzie myślała, że najzwyczajniej położyła się i zasnęła na chwilę. Na wszelki wypadek umieściłem w jej głowie mapę Londynu by się nie zgubiła. Proszę abyście wysłali jednego z was aby jej pilnował i z czasem pokazywał jej prawde, lecz stopniowo, by nie było to dla niej zbyt dużym wstrząsem. Po za tym mam jeszcze jedną prośbę- nie mówcie jej, że nie jestem jej ojcem. Niech myśli że nim jestem, długo się nią zajmowałem i nie chce jej stracić.
                                                  Magnus Bane

Magnus położył list na stole i za pomocą magii przeniósł go do Instytutu. Ubrał na siebie płaszcz oraz buty i wyszedł z domu. Już po otworzeniu drzwi poczuł zimny podmuch powietrza. Niebo było zachmurzone i zapowiadało się na deszcz.
-Lepiej pójdę szybko kupić te rzeczy dla Lucie, a może uniknę ulewy - pomyślał Bane i już po chwili znajdował się za furtką i kierował w stronę centrum handlowego.
                                     ***
-Samanto! Na twoim biurku leży jakiś list - krzyczał Luke stojąc w progu salonu.
W Instytucie panował tego dnia wyjątkowy ruch. Wszyscy wyczekiwali na list od Magnusa z wieściami o Lucie, który mógł się pojawić w każdej chwili.
-Już idę. Wy lepiej tutaj zaczekajcie- oświadczyła Samanta- To było głównie do ciebie Luke- popatrzyła groźnie na chłopaka i już po chwili nie było jej w salonie.
-Igor, twoja żona na prawdę czasem mnie zadziwia. Najpierw siedzi sobie spokojnie a już po chwili jej tam nie ma- powiedział ze zdziwieniem James.
-Taki jest urok szefowej Instytutu- stwierdził Igor i poszedł w kierunku gabinetu żony.
-Przecież Samanta kazała nam tu zostać- oświadczyła Miley z lekkim oburzeniem w głosie.
-No i co z tego?- powiedział Luke, ponieważ Igora już dawno nie było w pokoju- Jem twoja siostra za bardzo przykłada uwagę do szczegółów- oznajmił i lekko zaśmiał się pod nosem.
-I co poradzisz? - zapytał James nie oczekując odpowiedzi.
-Nie dość, że jesteście Parabatai to jeszcze jesteście tak samo głupi- stwierdziła Miley i udała się do swojego pokoju.
Chłopcy tylko na sobie spojrzeli i od razu zaczęli się śmiać. Kiedy już udało im się opanować każdy udał się do swojego pokoju i usiadł czekając na jakiekolwiek wiadomości od Samanty.
                                    ***
Magnus wrócił po kilku godzinach do domu z kilkunastoma torbami w rękach. W holu już czekał na niego lokaj.
-Arthurze weź ode mnie rzeczy, zabierz do pokoju Lucie i rozpakuj je- rozkazał Magnus.
-Już się robi, Panie- lokaj w jednej chwili zniknął za schodami.
Bane powiesił swój przemoczony płaszcz na wieszak, ponieważ nie udało mu się uniknąć deszczu. Wszedł do kuchni i zaczął robić sobie ciepłą herbatę, ale w tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Magnus poszedł je otworzyć i zobaczył znajomą kobietę, była to Samanta.
-Wejdź proszę- gestem ręki czarownik zaprosił ją do domu.
-Przepraszam, że wpadam tak bez zapowiedzi, ale gdy tylko otrzymałam twój list od razu tu przyszłam- wyjaśniała kobieta zdejmując płaszcz i siadając na kanapie w salonie.
-Nic nie szkodzi. Czy ustaliłaś już kto będzie 'opiekował się' Lucie?
-Jeszcze nie i między innymi dlatego przyszłam do ciebie. Będziesz ' jej ojcem' więc nie chciałam podejmować decyzji bez konsultacji z tobą. Musisz wybrać pomiędzy James'em a Luke'iem. Znasz ich obu więc nie muszę ci o nich opowiadać.
-Zdążyłem ich już poznać... Oni są Parabatai, tak?
-Tak. Tak samo jak ich ojcowie, dziadkowie i tak dalej aż do ich pra pra pra dziadków. To pra dziadek Luke'a był przyjacielem Lucie i to on poprosił cię byś się nią zaopiekował.
-Są do siebie podobni. Nie chciałbym by pokłócili się ze sobą o to, który ma jej strzec. Jednak uważam, że Jem jest mądrzejszy od Luke'a, lecz to pra dziadek Luke'a przyjaźnił się z Lucie. A ty co sądzisz, Samanto? - w głosie Magnusa słychać było niepewność.
-To może niech najpierw pozna Luke'a a gdy stopniowo będzie się dowiadywać prawdy pozna również Jem'a, co ty na to?
-To całkiem dobry pomysł- stwierdził Bane- gdyby Lucie miała gdzieś wychodzić od razu do ciebie napisze, lub zadzwonię a ty wyślesz chłopaka.
-Zgoda. Będę czekać- oświadczyła Samanta.
Kobieta założyła swój płaszcz i wyszła z domu. Magnus nie wiedział czy ma się cieszyć z decyzji, którą podjęli czy wręcz przeciwnie. Nie był do końca przekonany co do Luke'a, ale Samanta znała go o wiele dłużej i bardziej niż on sam więc nie zamierzał się z nią kłócić. Ta kobieta naprawdę go zadziwiała, zawsze potrafiła znaleźć odpowiedź na każde pytanie a do tego była na tyle silna by móc kierować Instytutem. Szkoda tylko, że on wolał mężczyzn. Niebo było już ciemne a Bane powoli robił się śpiący.
-Chyba dziś już zrezygnuje z tej herbaty- pomyślał.
Położył się na kanapie i po chwili zasnął. 

2 komentarze:

  1. Kurwa .-.
    Kom. mi się nie dodał ... !
    Czekam na następny rozdział *-*
    I dodaj Opis postaci proszę ;*
    Pozdrawiam i duużo Weny życzę ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że blog się podoba ;* Raczej nie będę dodawać opisu postaci ;/ lepiej gdyby każdy dał się ponieść wyobrazni a nie zmuszał do wobrażania sobie akurat tej postaci którą ja chce.

      Usuń