poniedziałek, 8 grudnia 2014

Przepraszam :(

Chciałam już na wstępie bardzo was przeprosić. Być może wielu z was bardzo przypadł do gustu mój blog, ale niestety  jestem zmuszona do tego aby go skończyć. Tutaj nie chodzi o to, że pod postami były maksymalnie dwa komentarze, one nie miały  znaczenia. Chodzi o to, że ja już po prostu nie mam weny aby pisać tego bloga, a poza tym sądzę, że i tak za około 4-5 rozdziałów by się on skończył. Nie chce żeby ktokolwiek był na mnie zły, wiem, że nie powinnam tego tak nagle kończyć ale nie mam wyjścia. Myślę , że gdybym go wciąż pisała to nie miałby on najmniejszego sensu, ponieważ wszystko byłoby naciągane, a czytanie czegoś takiego nikomu nie sprawiłoby radości. Jeszcze raz bardzo przepraszam. 
Aby wam to wynagrodzić napisze wam chociaż jak kończy się ta historia. Mam nadzieje, że to przynajmniej po części sprawi, że będziecie mniej źli. 




Zakończenie

Lucie i James z każdym dniem stawali się sobie coraz bardziej bliźsi. Nie było na świecie takie mocy, która zdołałaby ich rozdzielić. Luke pogodził się z tym, że Lucie go nie kocha i powoli starał się zapomnieć, chociaż było to trudne. James oświadczył się Lucie a ona przyjęła jego zaręczyny. Cztery tygodnie przed ślubem stało się coś czego nikt nie był w stanie przewidzieć. Przed bramą Instytutu pojawił się demon, którego Lucie uwolniła lata temu, z dwoma innymi nieznanymi nikomu demonami. Zaproponowali, że jeśli wydadzą im Lucie to nikomu nic się nie stanie . Jednak nikt się na to nie zgodził. Odbyła się wielka bitwa między demonami, a Nefilim z Instytutu. Samanta niestety została zabita przed jednego z dwóch nieznanych demonów. Ich władca chciał dostać w swoje ręce Lucie więc rzucił się na nią. Ona zaczęła uciekać, lecz w pewnym momencie potknęła się i upadła. Przed śmiercią uratował ją Luke który rzucił się na demona i go zabił. Demon upadł na ziemię i zniknął. Chwilę później Luke osunął się na chodnik w koszulce całej we krwi. Lucie pobiegła do niego aby sprawdzić co się stało, ale on już nie żył. Poświęcił swoje życie po to aby ona mogła żyć. Po tych wydarzeniach odbył się bardzo huczny pogrzeb Samanty i Luke'a. Lucie i James wzięli ślub i odeszli ze świata Nefilim. Postanowili żyć jak normalni ludzie, a Miley razem z nimi. Magnus wyznał Lucie całą prawdę, ale ona cały czas traktowała go jak swojego ojca. Kilka lat później urodziła bliźniaki - chłopca i dziewczynkę. Razem z James'em i Miley nadali im imiona Luke i Samanta. 


°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°
Jeszcze raz bardzo was przepraszam. Mam nadzieje że mi wybaczycie . 

                                                                 Juls xx. 

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 9

-Na prawdę się wtedy popłakał?- zapytała Lucie z rozbawieniem w głosie. 
Ona i Miley siedziały na łóżku i opowiadały sobie różne historie, rozmawiały o ich problemach oraz opowiadały o swoim życiu. Dzięki tej rozmowie Lucie dowiedziała się na swój temat sporo nowych informacji. To jednak nie zmieniło faktu, że na sercu wciąż ciążył jej kamień. Postanowiła porozmawiać o nim z Miley. 
-Miley, mogę ci ufać? Mam ważną sprawę o której chciałabym z tobą porozmawiać, ale obiecaj, że nikomu nie powiesz. 
-Obiecuje - oznajmiła trzymając rękę na sercu. 
-No więc, ja chyba się zakochałam. Znaczy no nie wiem czy można to tak nazwać, ale czuje coś nietypowego, takie motyle w brzuchu i nie umiem się tego pozbyć - po tych słowach odetchnęła z ulgą bo część wyznania miała już za sobą. 
-A kim jest ten szczęściarz? Czy to James? - zapytała z wyrazem podniecenia na twarzy. 
-Tak. 
-O Boże, ale się cieszę! - krzyknęła. - Wiedziałam, że ciebie i James'a łączy coś więcej niż tylko przyjaźń - przysunęła się do Lucie i przytuliła ją najmocniej jak potrafiła. 
-Udusisz mnie zaraz - zaśmiała się. - Niestety to nie wszytko. Czuje również coś do Luke'a,  ale nie wiem co. To na pewno nie jest to co z Jem'em,  ale jednak coś to musi znaczyć - powiedziała i posmutniała. -  Nie chce nikogo zranić, a jeśli dalej tak będzie to kogoś zranię na pewno. 
-Nie przejmuj się tym na zapas. Jestem z tobą i będę ci pomagać tyle na ile mogę ale nie będę wybierać za ciebie. Przy którym czujesz się lepiej? 
-Chyba przy James'ie, ale sama nie wiem. Jestem rozdarta pomiędzy nich obu. 
Miley przytuliła ją i szepnęła jej do ucha : Wszystko się jakoś ułoży.

***

Następnego dnia rano wszyscy zebrali się w salonie. Lucie nie miała pojęcia dlaczego, ale nie pytała, pewnie zaraz mi wszystko powiedzą-myślała.
-Lucie, zarządziłam spotkanie tutaj aby z Tobą porozmawiać -  oznajmiła Samanta.
-Dobrze, słycham.
-Skoro teraz już wiesz kim jesteś i jesteś tego w pełni świadoma, to moim obowiązkiem jest, aby zaproponować ci abyś z nami została. Co ty na to?
-Ale, że tutaj w Instytucie? A co z moim tatą? Nie mogę go zostawić - wyjaśniła Lucie.
-Rozumiem, że to dla ciebie trudne, ale teraz kiedy już wiesz, nie jesteś bezpieczna w świecie przyziemnych . Tutaj mogłabyś trenować, i rrobić wiele innych ciekawych rzeczy. Proszę Cię, przemyśl to jeszcze.
-Dlaczego niby nie jestem bezpieczna w świecie przyziemnych? Przecież nic nie zrobiłam.
-Ten demon którego wypuściłaś lata temu będzie Cię teraz szukał. Gdyby był wtedy silniejszy to pewnie by Cię zabił, ale był osłabiony i tylko rzucił klątwę. Teraz natomiast jest on owiele silniejszy i będzie Cię szukał dopóki Cię nie zabije -  wytłumaczyła Samanta.
-Przecież ja mu nic nie zrobiłam! Czego on ode mnie chce?! - krzyczała Lucie ze łzamiw ooczach.
-Nie dam mu Cię skrzywdzić, ale musisz tutaj zostać dopóki go nie znajdziemy i nie zabijemy - powiedział James.
Podszedł do niej i przytulił ją.
-A co z moim ojcem? - spytała.
-To nie jego szuka demon. Nie martw się - uspokajał ją Jem.
-Dobrze, zostanę.
-Chodź, przyjedziemy się - powiedział i pomógł jej wstać. - Niedługo wrócimy.
James wziął Lucie pod rękę i wyszedł z nią z pokoju.
-Sadzisz że to dobry pomysł? - spytał Luke?
-Co masz na myśli? - zapytała Samanta.
-To że ona zostanie. Wiesz przecież o jakim demonie tu mowa. On jest zbyt silny, nie obronimy jej.
-Damy radę. Musimy - powiedziała i wyszła.


°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°
Przepraszam, że tak długo nie dodaławałam rozdziału, ale miałam masę nauki. Przepraszam również, że ten jest tak krótki.
Mam nadzieje, że moja nieobecność was nie zniechęciła do czytania.
Rozdziały będę dodawać nieregularnie, wszystko zależy od tego jak będę sobie radzić ze szkołą.
Jeśli szanujesz mój czas
spędzony na napisanie tego
rozdziału to skomentuj. 

 

czwartek, 2 października 2014

Rozdział 8

James otworzył drzwi od jadalni, przepuścił w nich Lucie po czym sam przez nie wszedł. Gdy przechodził przez próg zauważył, że nigdzie nie ma jego parabatai. Zajął miejsce przy stole obok Lucie i na przeciwko Miley.
-Gdzie jest Luke? - zapytał.
-Nie wiem, nie widziałam go odkąd poszedłeś z nim porozmawiać- odpowiedziała Samanta.
Wtedy pokojówka - Julie - zaczęła stawiać na stole różne potrawy.
-Julie, widziałaś Luke'a? - Jem znów powtórzył pytanie.
-Tak, paniczu, jest u siebie w pokoju.
-Dziękuję. I prosiłem cię żebyś mówiła do mnie po imieniu- uśmiechnął się.
-Oczywiście, przepraszam- powiedziała i odeszła.
-Pójdę z nim porozmawiać- oznajmił i już wstawał od stołu gdy Lucie złapała go za rękę.
-Ja pójdę, usiądź.
Wstała od stołu i wyszła z jadalni. Przypomniała sobie jak Miley opowiadała jej kto gdzie ma pokój i ruszyła w stronę tego należącego do Luke'a.
                          ***
Gdy stała przed jego drzwiami lekko się zawahała. Pomyślała, że może wróci do jadalni i powie,

że Luke'a nie było. Lecz to jednak nie byłoby w porządku w stosunku do pozostałych oraz do niej samej, więc lekko stuknęła w drzwi ręką i uchyliła je.
-Kto tam? - usłyszała jego rozzłoszczony głos, lecz teraz było już za późno żeby się wycofać.
-To ja, Lucie - powiedziała i weszła do pokoju.
Zobaczyła że Luke siedzi na swoim łóżku w dżinsach i rozpiętej koszuli. Miał wysportowany tors. Na pewno od ćwiczeń i walk - pomyślała. Okna były poodsłaniane więc w pokoju było jasno. Podeszła i usiadła obok niego.
-Dlaczego nie przyszedłeś na kolację? - spytała.
-Nie jestem głodny - odpowiedział tym samym złowrogim a za razem obojętnym głosem.
-Przepraszam.
-Za co niby mnie przepraszasz? - spojrzał na nią a jego głos złagodniał.
W tym wszystkim nie chodziło mu o to, aby Lucie była na niego zła. Tu bardziej chodziło o sprawy między nim a James'em.
-Za to, że nie miałam dla ciebie czasu. Odkąd poznałam James'a nie napisałam do ciebie ani razu. Nie chciałam żeby to tak wyszło, po prostu polubiłam

go i znam go tak jakby trochę bardziej niż ciebie, ale nie chce żeby tak było. Przepraszam, mam nadzieję, że mi wybaczysz i to wszystko razem nadrobimy - spojrzała w jego oczy i uśmiechnęła się.
-Nie wybaczę - powiedział, a twarz Lucie posmutniała. Wziął jej ręce w swoje dłonie. - Nie mam czego ci wybaczać. Nie jestem zły przez ciebie.
Wypuściła gwałtownie oddech nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że go wstrzymywała.
-Naprawdę? - zapytała a on przytaknął. - A powiesz mi dlaczego jesteś zły i na kogo?
-Nikomu nie powiesz? - upewnił się, a ona pokręciła twierdząco głową. - Dobrze. Pokłóciłem się z Jem'em. Chodzi o to, że ty i ja nie poznaliśmy się przypadkiem. Ja miałem cię pilnować jak się obudzisz po tej klątwie i z czasem wszystko ci uświadomić. Nie wiem czy wiesz ale Alexander Blackthorn, twój dawny przyjaciel był moim pra (...)* dziadkiem, dlatego to właśnie ja miałem się tobą 'opiekować' - zrobił gestem rąk cudzysłów.-James chciał mi pomóc więc się zgodziłem, ale nie liczyłem
wtedy, że to przybierze taki obrót. Po prostu... no...
-To ty miałeś mi powiedzieć a nie on - dokończyła za niego Lucie. - Nie powinniście się o to kłócić, ja wywarłam na nim duży nacisk i musiał mi powiedzieć. A propo, to jesteś bardzo podobny do swojego pra (...) dziadka. Chodźmy na dół na kolację - zarządziła.
-Dobrze.
-I masz się pogodzić z James'em - spojrzała mu prosto w oczy.
-Okej, a teraz już chodźmy.
Wstali z łóżka i wyszli z pokoju. Gdy szli korytarzem Luke złapał Lucie za rękę. Nie przeszkadzało jej to, ponieważ właśnie teraz, kiedy dręczyły ją wyrzuty sumienia, że długo się z nim nie widziała, chciała czuć jego bliskość.
***
Po kolacji Lucie widziała jak Luke i James ze sobą rozmawiali. Bardzo cieszyło ją to, że już nie są na siebie źli z jej powodu. Wtedy z rozmyślania wyrwał ją głos Miley.
-Co teraz chcesz robić? Możemy pójść do sali treningowej a ja wyjaśnię ci do czego służy który miecz i sztylet - powiedziała.
-Wiesz co, może innym razem
Teraz muszę już wracać do domu, tata może się o mnie martwić - oznajmił.
Wtedy obok niej pojawiła się Charlotte.
-Nawet nie ma takiej opcji moja droga - powiedziała. - Jest już późno i nie będziesz wracała po ciemku. Wiem, że Nocni Łowcy nie boją się ciemności ani chodzenia samemu po nocach ale ty jesteś wyjątkiem - uśmiechnęła się. - Zostaniesz u nas na noc, zadzwonię do Magnusa.
-Ale ja nie chce sprawiać żadnych problemów - powiedziała niepewnie Lucie.
-Kochanie, nie jesteś żadnym problemem, jesteś jedną z nas, rodziną a Instytut to twój dom, więc bez dyskusji. Miley, czy Lucie może spać u ciebie - zwróciła się teraz do Miley.
-Oczywiście, ale będzie super - oznajmiła z uśmiechem na twarzy, złapała Lucie za rękę i pobiegła z nią na górę. Samanta udała się w kierunku swojego gabinetu aby zadzwonić do Bane'a.
***
-Słucham - usłyszała szefowa Instytutu po drugiej stronie słuchawki.
-Mówi Samanta. Chciałam powiedzieć żebyś się nie martwił o Lucie bo zostanie
u nas na noc - oznajmiła.
-Jak to?! Przecież ona nie wie! - krzyczał.
-Chodzi o to, że ona właśnie wie - wyjaśniła.
-Ale, wciąż myśli, że jestem jej ojcem?
-Tak, nie powiedzieliśmy jej, tak jak chciałeś.
-Dobrze. A jak to przyjęła? - spytał.
-Na spokojnie. Już zaprzyjaźniła się z Miley, bo chłopców to zna już dłuższy czas.
-Dobrze. Zaopiekujcie się nią.
-Oczywiście - powiedziała i rozłączyła się. 
-----------------------------------------------

pra (...) * - tam jest ten znaczek, ponieważ nie pamiętam już czy to był pra dziadek Luke'a czy może pra pra dziadek, więc to określa że tam może być jedno pra lub więcej.
Przepraszam, że jest to napisane tak od lewej strony ale nie dałam rady inaczej.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ 
To naprawdę motywuje :)

czwartek, 18 września 2014

Rozdział 7

W sali treningowej na wszystkich ścianach wisiały różne sztylety, miecze i noże. Luke wziął jeden z nich i już chciał się zamachnąć by rzucić w tarczę znajdującą się tuż obok drzwi gdy nagle one się otworzyły. Przez próg przeszła dobrze znana mu osoba. To była Miley, ubrana w czarne rurki i niebieską podkoszulkę . Ogólnie była ładną dziewczyną o ciemnych kręconych włosach, lecz Luke nigdy nawet o tym nie pomyślał. Traktował ją jak rodzine i pomimo jej urody nie chciał niczego więcej poza ich koleżeństwem.
-Coś się stało?- zapytał Luke.
-Nie. Chociaż w sumie to tak. James wrócił, stoi przed bramą - oznajmiła.
-No i co z tego? Zawsze wraca.
-Chodzi o to, że wrócił, ale nie sam. Przyszedł z Lucie- dziewczyna nie patrzyła w jego oczy, bo bała się reakcji na tą wiadomość, pomimo, że to nie miało nic wspólnego z nią samą.
-Jak to z Lucie? ! Przecież ona jeszcze nic nie wie, nie jest gotowa! - podnosił głos do tego stopnia, że pewnie było go słychać nawet na końcu korytarza.
-Nie krzycz na mnie. To nie moja wina, a ty tak to właśnie traktujesz- Miley odwróciła się na pięcie i wyszła z sali.
Luke przez kilka sekund stał i zastanawiał się nad tym co właśnie się stało. Gdy wreszcie się otrząsnął, odłożył na miejsce nóż, który cały czas trzymał w ręce. Wyszedł z sali i zaczął schodzić ze schodów na dół. Gdy był w ich połowie zauważył, że w holu są już wszyscy. Zszedł z nich i stanął w kącie pomieszczenia czekając aż Jem i Lucie wejdą do Instytutu. Nie mógł poukładać sobie w głowie tego, że Lucie już wie. Ale nie chodziło o to. Bolało go to, że wszystko uświadomił jej James a nie on sam. Gdy dowiedział się, że jego parabatai jest "zakochany" w Lucie to cieszył się jego szczęściem. Teraz czuł jedynie zazdrość, zazdrość, która nie dawała mu spokoju. Luke nie był w niej zakochany, ale jakaś jego część w pewnym sensie ciągnęła go do niej a on nie mógł tego zrozumieć.
                                                ***
James i Lucie przechodzili właśnie obok opuszczonego bloku mieszkalnego. Był szary i bardzo smętny. Przy nim znajdował się plac zabaw. Huśtawki i zjeżdżalnie były popsute. Wszystko wyglądało tak jakby ktoś jednym ruchem zabrał wszystkie kolory. Całe to miejsce sprawiło, że po plecach Lucie przeszły ciarki, więc mocniej wtuliła się w tors James'a.
-Zimno ci? - spytał troskliwie patrząc w jej oczy.
-Nie. Po prostu to miejsce wydaje się trochę straszne- oznajmiła.
Jem położył ręce na jej ramionach i postawił ją na przeciwko siebie.
-Posłuchaj. Jesteś Nocną Łowczynią, nie bój się bo na prawdę nie ma czego. Jesteś bardzo dobrze wyszkolona choć tego nie pamiętasz. Gdyby coś się stało, ja również tu jestem, ale sądzę, że sama świetnie byś sobie poradziła- po tych słowach uśmiechnął się szeroko.
- Wątpię, że dałabym radę sama pokonać jakiegoś demona. Ja nic nie pamiętam. Nawet jeśli byłam wyszkolona, to w tej chwili można powiedzieć, że już nie jestem- spuściła głowę i skrzyżowała ręce na piersi.
James delikatnie dotknął jej podbródka i uniósł jej twarz do góry.
-Dla mnie byłaś, jesteś i będziesz najlepszą Nocną Łowczynią na świecie. Wiem, że nic nie pamiętasz, ale to nie szkodzi. Wszystkiego cię nauczę. Jesteś dla mnie bardzo ważna. Będę przy tobie, będę się tobą opiekował i cię chronił. Obiecuję ci to- słowa same wypływały z jego ust.
Lucie czuła jak rumieni się na całej twarzy. Teraz wreszcie czuła się dla kogoś ważna. A Jem z każdą minutą stawał się coraz bliższy jej sercu.
-Chodźmy już, wszyscy na pewną chcą cię poznać- powiedział chłopak.
Lucie przytaknęła i poszli w stronę Instytutu.
                                                ***
James otworzył wielkie drzwi i przepuścił Lucie w przejściu. Weszli do holu i zauważyli, że wszyscy tam stoją i patrzą się na nich.
-Co wy wszyscy tutaj robicie?- zapytał Jem ze zdezorientowaną miną.
-Czekamy na was- wytłumaczyła średniego wzrostu blondynka i wyrwała się do przodu. - Dzień dobry Lucie, jestem Samanta, szefowa Instytutu, a to mój mąż, Igor- wskazała na wysokiego bruneta.
-Miło mi cię poznać- odezwał się.
-Mi również- powiedziała nieśmiale Lucie.
Dziewczyna czuła się bardzo nieswojo. Odsunęła się kawałek do tyłu i złapała James'a za rękę. On spojrzał na nią, uśmiechnął się lekko, a z jego ust udało się jej odczytać słowa: nie bój się. Trzymając ją cały czas za rękę zrobił krok do przodu, ona razem z nim.
-To moja siostra, Miley- wskazał na drobną dziewczynę, która zbliżyła się z ich stronę. Była na prawdę ładna i miała takie same niebieskie oczy jak jej brat. - Luke'a już znasz, więc nie muszę ci go przedstawiać.
-Miło z twojej strony Jem, że wogóle poinformowałeś nas, że będziemy mieć gościa- odezwał się Luke.
Cały czas stał w rogu pokoju i jego większa część znajdowała się w cieniu padającym ze schodów. James spojrzał na niego pytająco, ale nie miał za miaru rozmawiać z nim przy wszystkich.
-Luke, możemy chwilę porozmawiać? - zapytał.
Chłopak pokiwał twierdząco głową, oderwał się od ściany i wszedł do jednego z wieku pokoi znajdujących się na parterze Instytutu. James chciał już ruszyć za nim, ale wtedy Lucie złapała go obiema rękami i spojrzała na niego smętnym wzrokiem. On stanął na wprost niej i wziął obie jej ręce w swoje dłonie.
-Zaraz wrócę, nie bój się, my wszyscy tutaj jesteśmy jak rodzina, ty również.
-Ale ja znam tylko ciebie i Luke'a a teraz oboje mnie zostawiacie- posmutniała na myśl o Luke'u.
Ostatnio gdy się z nim widziała prawie całą swoją uwagę poświęcała Jem'owi, a później nawet nie napisała do Luke'a.
-Ja się nią zajmę- oświadczyła Miley. - Ty już idź James, a my jakby coś będziemy w moim pokoju- złapała Lucie za rękę i obie udały się w górę po schodach.
Gdy prawie za nimi zniknęły, chłopak zdążył zauważyć zaniepokojenie na twarzy Lucie, ale wiedział, że tu jest ona bezpieczna. Gdy już nie było ich widać udał się w ślady swojego parabatai i gdy już miał wejść do pokoju gościnnego usłyszał głos Samanty.
-Jem- podeszła do niego.- Dobrze zrobiłeś, że jej powiedziałeś, ktoś i tak by kiedyś musiał to zrobić, a widać po niej, że bardzo cię lubi, więc tym bardziej lepiej, że usłyszała to od ciebie- uśmiechnęła się.
-Sam nie wiem. Nie zrobiłem tego za szybko?
-Nie- zapewniła go.- Kolacja będzie za pół godziny, przyjdź z Lucie- odwróciła się i weszła do salonu.
                                                ***
James wszedł do pokoju gościnnego i zobaczył, że Luke stoi oparty o nierozpalony kominek.
-O co ci chodziło gdy przyszedłem z Lucie? - zapytał siadając w fotelu.
Zasłonki w oknach były opuszczone, a na biurku w rogu paliła się jedna lampka, więc w pokoju było ciemno.
-To ja miałem jej powiedzieć, nie ty, ja. Zgodziłem się na to, żebyś mi pomagał, ale nie na to, żebyś wszystko robił za mnie- oznajmił z pogardą nawet nie patrząc na swojego parabatai.
-Na prawdę? O to ci chodzi? O to, że mi zaufała? Jesteś zazdrosny? - wszystkie pytania wychodziły z ust bez jego kontroli.- Ona miała sen o Alex'ie i o mnie, w tym śnie dowiedziała się nie których rzeczy a ja nie mogłem jej okłamywać. Jeśli masz być przez to na mnie zły to proszę bardzo, to co zrobiłem było moim obowiązkiem wobec niej.
-Mylisz się. To był mój obowiązek, a ty go sobie przywłaszczyłeś, ją również- wsadził ręce do kieszeni i wyszedł z pokoju.
James wyszedł tuż za nim, chciał go zatrzymać, ale gdy się rozejrzał Luke'a nigdzie nie było.
                                                ***
Zanim dziewczyny znalazły się w pokoju siostry Jem'a, Miley oprowadziła Lucie po całym pierwszym piętrze Instytutu. Wiedziała teraz gdzie znajduje się pokój dziecinny- gdyby trafili tu Nocni Łowcy z dziećmi- , pokój Luke'a, pokój James'a i sala treningowa na przeciwko, której znajdował się pokój gościnny. Obok tego pomieszczenia znajdowało się miejsce, które Miley nazywała swoim "królestwem" , czyli jej pokój. Gdy do niego weszły, Lucie zobaczyła ściany pomalowane na szary kolor, powieszone były na nich plakaty różnych zespołów muzycznych i piękne obrazy krajobrazów. W rogu stała szafa na ubrania, w drugim rogu szafka nocna, a obok niej łóżko wyścielone różową kołdrą i poduszkami. Po drugiej stronie pokoju stało brązowe biurko na którym leżały różne niedokończone rysunki, a przy nim krzesło na kółkach. Po lewej jego stronie znajdowało się okno, a po prawej mały balkonik. Na jednej ze ścian narysowane były jakieś dziwne znaki, których Lucie nigdy do tej pory nie widziała, ale jednak z czymś jej się kojarzyły. Podeszła do nich i zaczęła się im dokładnie przyglądać.
-To są runy- powiedziała Miley stając obok niej. - Nefilim rysują je na swojej skórze, każdy z nich oznacza coś innego, na przykład ten- wskazała na jeden ze znaków- to znak, który rysujemy sobie gdy jesteśmy ranni. A ten- pokazała jej ten, który najbardziej przykuwał uwagę- to znak parabatai, taki jaki można znaleźć u Jem'a i Luke'a.
Lucie spojrzała na dziewczynę i zauważyła, że na jej skórze nie ma żadnych z tych, które widać na ścianie.
-Ty nie masz żadnych runów, James też nie- całkiem pogubiła się w tym wszystkim.
-Mamy je, ale po prostu trochę wyblakły, w tej chwili są białe i słabo je widać, dlatego, że ostatnio ich nie malowaliśmy - wytłumaczyła jej Miley.
-Czyli żeby były widoczne cały czas to trzeba je bardzo często robić, tak?
Dziewczyna przytaknęła, podeszła do swojego łóżka i rzuciła się na nie.
-Twój pokój wygląda normalnie, a nie jak jakaś sala tortur czy coś w tym stylu.
-Dlaczego niby miałby tak wyglądać? To, że zabijamy demony i inne takie, to nie oznacza, że jesteśmy jakimiś psychopatami co myślą tylko o czyjejś śmierci.
Lucie podeszła do biurka i wzięła do ręki jeden z rysunków, które tam leżały.
-To twoje dzieło? - zapytała.
-Nie nazwałabym tego dziełem- zachichotała- , ale tak, ja to rysowałam.
-Masz wielki talent- oznajmiła.
-A ty zaburzenia wzroku.
Obie się zaśmiały. Wtedy do pokoju wszedł Jem.
-Kolacja jest już gotowa. Chodźcie- oznajmił.
-No nareszcie! Jestem strasznie głodna! - Miley rzuciła się do wyjścia i pobiegła w dół do jadalni.
James podszedł do Lucie, wziął ją za rękę i spojrzał na rysunek, który trzyma w ręce.
-Było aż tak strasznie? - zapytał.
-Nie. Masz świetną siostrę i czuję, że będę się z nią dobrze dogadywać. A do tego ma wielki talent plastyczny, ty również?
-Nie, ale ja za to gram na fortepianie i skrzypcach- uśmiechnął się.
-Musisz koniecznie coś dla mnie zagrać.
-Dobrze. Ale teraz chodźmy już na kolację.
Dziewczyna przytaknęła i razem udali się w stronę jadalni.

---------------

Czytasz = komentujesz
To na prawdę motywujące :)

czwartek, 4 września 2014

Rozdział 6

'Lucie szła przez ciemny las całkiem sama. Było cicho i zimno. Jedyne co dało się usłyszeć to szelest liści spowodowany lekkim podmuchem wiatru. Nagle zza drzewa wyłoniła się ciemna sylwetka jakiegoś mężczyzny. Lucie podeszła w jego stronę lecz nie mogła dostrzec twarzy.
-Kim jesteś? - spytała.
-To ja, Alex. Lucie , musisz mnie pamiętać! Jestem twoim przyjacielem, nie wierzę w to, że zapomniałaś a nawet jeśli to mnie napewno pamiętasz. Pamiętasz kim jestem, kim ty jesteś. Zajrzyj w głąb umysłu a zaczniesz dostrzegać te rzeczy, które dostrzegają Nefilim, w końcu jesteś jednym z nich, jednym z nas.
Po tych słowach sylwetka zniknęła za jednym z drzew.
-Kim jesteś? ! Wróć! Zaczekaj, nie zostawiaj mnie! Wytłumacz mi o co chodzi! - krzyczała ale bezskutecznie.
Wtedy zobaczyła Jem'a. Wyciągał do niej rękę, a ona bez chwili zastanowienia ją złapała.
-Kim jestem?
-Niczym się nie różnimy, ty i ja to jedno. Jesteś tym kim ja jestem. Nie jesteś zwykłym człowiekiem, mój aniele.
-Aniele? Ja nic nie rozumiem.
Chłopak zaczął powoli się rozmazywać, tak jakby zaraz miał rozwiać się w powietrzu.
-Jem, Jem! - krzyczała, ale jej głos stawał się coraz mniej słyszany. '
Obudziła się w swoim łóżku i zorientowała, że to był tylko sen. Ale dlaczego właśnie taki? Czemu przyśniło jej się coś takiego? Czy to jakiś znak? Aniele? Nefilim? Lucie nic z tego nie rozumiała.
                                                ***
James leżał w swoim łóżku, był przykryty ciepłą kołdrą i pił herbatę. Myślał dużo o Lucie, ale przez jego głowę przebiegały również inne myśli: a co jeśli gd ona się dowie to nie będzie chciała być jednym z nich? Co jeśli wtedy się od niego odwróci? Co jeśli gdzieś wyjedzie i nigdy więcej już jej nie zobaczy? To były jedne z gorszych scenariuszy o których myślał, bal się, że któryś z nich może się na prawdę spełnić. Wtedy z namysłu wyrwał go dźwięk jego telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i bardzo się ucieszył, ponieważ osobą, która do niego dzwoniła była Lucie.
-Hej Jem- powiedziała z poddenerwowaniem w głosie.
-Cześć . Czy coś się stało? Twój głos jest jakiś inny.
-Możemy się spotkać?
-Teraz?
-Tak. Za pół godziny przed moim domem.
Lucie się rozłączyła. James od razu zerwał się z łóżka, przebrał w jakieś schludne ubranie i wybiegł ze swojego pokoju. Gdy skręcał w stronę schodów wpadł na swojego parabatai.
-A ty gdzie tak pędzisz? - spytał Luke.
-Do Lucie. Coś się chyba stało. Dzwoniła do mnie i miała taki głos jakby się czegoś bała.
-Idę z tobą, obiecałem Samancie, że będę jej pilnował. Jak coś się jej stanie to chyba mnie zabije.
-Nie- powiedział stanowczo Jem.- Ona mi ufa, dzwoniła do mnie i widocznie mnie potrzebuje. Zrobię dla niej wszystko, i w tym przypadku bez twojej pomocy.
Luke chciał coś powiedzieć, ale James go wyminął, zbiegł z drewnianych schodów, które lekko skrzypiały gdy na nie stawał i wybiegł z Instytutu.
                                               ***
-Gdzie idziesz? - zapytał Magnus gdy zobaczył, że Lucie zakłada buty do wyjścia.
-Muszę porozmawiać z James'em. To ten przyjaciel Luke'a z którym wyszliśmy.
-Nawet mnie nie zapytałaś czy możesz gdzieś iść- Bane był bardzo oburzony.
-Tato, mam już 18 lat i nie mam zamiaru za każdym razem pytać cię o zgodę gdy gdzieś wychodzę. Jeśli ty nie chcesz mi powiedzieć prawdy o mnie to sama się tego dowiem.
Magnus wiedział, że Lucie ma rację, ale bardzo się o nią bał. Lecz wiedział, że będzie z nią James i nic się jej nie stanie.
-Dobra, idź, i przepraszam, że wogóle się o ciebie troszczę.
-Nie chodzi o to- dziewczyna podeszła do niego i go przytuliła. -Po prostu wiem, że coś jest na rzeczy i muszę to wyjaśnić.
Odeszła od niego i wyszła z domu na zewnątrz już czekał James.
                                                ***
Chłopak był przed domem Lucie wcześniej niż powinien, ale wolał stać tam i na nią czekać, niż gdy ona miałaby czekać na niego. Dziewczyna wyszła z domu. James pomyślał, że to chyba najpiękniejsza kobieta na świecie, ale szybko odgonił tą myśl bo wiedział, że teraz są ważniejsze sprawy. Gdy Lucie go zobaczyła, przyspieszyła kroku a gdy już była przy nim wpadła w jego ramiona i mocno go przytuliła.
-Co się stało? -zapytał i odwzajemnił uścisk.
-Chodźmy gdzieś usiąść, nie chce rozmawiać tutaj.
-Boisz się czegoś? - James był niespokojny bo nie wiedział co się z nią dzieje.
-Nie. Po prostu wolę o wszystkim porozmawiać na spokojnie-oznajmiła.
-Dobrze, chodźmy do parku.
Lucie puściła chłopaka.
-Jeśli chcesz to możesz dalej się do mnie przytulać, to miłe-powiedział patrząc prosto w jej piękne oczy i uśmiechnął się do niej.
Nic nie powiedziała tylko podeszła do niego i wtuliła w jego klatkę piersiową. On objął ją ramieniem i przytulił. James pomyślał sobie, że to chyba najpiękniejszy dzień w jego życiu, bo jest w tym miejscu z osobą na której zależy mu najbardziej na świecie. Szli w stronę parku, Lucie zaczęła myśleć o słowach które powiedział jej Alex -zajrzyj w głąb umysłu a zaczniesz dostrzegać te rzeczy, które dostrzegają Nefilim, w końcu jesteś jednym z nich, jednym z nas. Zamknęła oczy, sięgnęła w głąb swojej głowy i tak jakby otworzyła ją na świat. Gdy znów je otworzyła nie widziała żadnej różnicy, ale już po chwili zauważyła jakiś dziwny stary budynek -nigdy wcześniej go nie widziała- do którego wchodzili jacyś ludzie , poprawka: to nie byli ludzie. To były jakieś postacie wyglądające jak te, które próbowały ją zaatakować. Wyglądały potwornie i strasznie, ale ona się ich nie bała bo czuła przy sobie Jem'a, obejmował ją swoim ramieniem a to sprawiało u niej poczucie bezpieczeństwa. Gdy wreszcie dotarli do parku usiedli na jednej z wielu ławek. Nad nimi zwisały gałęzie drzew, słychać było śpiew ptaków, dało się czuć zapach kwiatów i żar padający z nieba.
-O co chodzi? Przez całą drogę nic nie mówiłaś.
-Miałam dziś bardzo dziwny, ale realistyczny sen, ty w nim byłeś i to było bardzo dziwne, nic z tego nie zrozumiałam dlatego chciałam się spotkać z tobą i miałam nadzieję, że może ty coś wiesz- wyjaśniła Lucie.
-Opowiedz mi wszystko a ja spróbuje ci to wyjaśnić jeśli sam będę wiedział o co chodzi.
-No więc, byłam w lesie i nagle przede mną pojawił się jakiś chłopak, mówił że ma na imię Alex, że jest moim przyjacielem i na pewno go pamiętam, powiedział, że jestem jakimś Nefilim czyli jednym z nich a potem zniknął. Później ty się pojawiłeś i powiedziałeś, że jestem tym kim ty, że ty i ja to jedno a potem powiedziałeś, że nie jestem zwykłym człowiekiem i nazwałeś mnie twoim aniołem. O co chodzi? Rozumiesz coś z tego?
James się zawachał. Nie wiedział czy może jej powiedzieć.
-Nie wiem o co w tym chodzi- gdy mówił te słowa zawachał się.
-Kłamiesz .
Wstała z ławki i szybkim krokiem poszła w pierwszy lepszy kierunek. Jem wstał i złapał ją za rękę zanim zdążyła gdziekolwiek odejść.
-Usiądź- wskazał na ławkę. - Wszystko ci powiem.
James nie był pewien czy dobrze robi, ale jeśli od tego miały zależeć relacje między nim a Lucie, to wolał powiedzieć jej prawdę. Jednak stwierdził, że lepiej jeśli pominie kilka wątków i powie jej kiedy indziej, bo nie chciał aby to było dla niej za dużo wrażeń jak na jeden raz.
-No a więc? Słucham.
Jem wziął jej dłoń w swoje ręce, położył na kolanach i przysunął się do niej po czym wziął głęboki oddech.
-Ja tak na prawdę nie jestem zwykłym człowiekiem, znaczy no jestem nim tylko w połowie, ponieważ drugą połową jestem aniołem, cała nasza rasa nazywa się Nefilim czyli Nocni Łowcy. Naszym drugim domem, dla niektórych nawet jedynym jest Instytut, którym jeden z nas kieruje, w tym przypadku Samanta. Naszym zadaniem jest chronić świat ludzi przed demonami, to istoty, które nie mają duszy i nie są z tego świata. A ty- zaczerpnął powietrza- ty jesteś jedną z nas.
-Ale, przecież....- dziewczyna była wyraźnie zagubiona- nic nie rozumiem. Jestem Nocnym Łowcą? Czemu nikt mi tego nie powiedział?
-To już jest bardziej skomplikowane.
-Proszę, powiedz mi wszystko.
-Dobrze. Ty tak na prawdę nie masz osiemnastu lat. To się wydarzyło sto lat temu. Mieszkałaś w Instytucie i byłaś jednym z najlepiej wyszkolonych Nefilim w tamtych czasach. Sądziłaś, że twoje życie nie ma sensu więc otworzyłaś Pyxis, pudełko w którym trzymamy złapane przez nas demony. Uwolniłaś jednego z nich i liczyłaś na to, że on cię zabije, ale on rzucił na ciebie klątwę, która mówiła, że uśniesz na sto lat, a gdy się obudzisz nie będziesz nic pamiętała. Oto cała historia.
-Czyli, że wszyscy mnie okłamywali? A moje wspomnienia wcale nie należą do mnie? A ten Alex, który mi się śnił? - spytała.
-To był twój najlepszy przyjaciel. Obwiniał się za to, że otworzyłaś Pyxis, ponieważ tuż przed tym się pokłóciliście.
-Ja na prawdę nic nie pamiętam, ale to na pewno nie była jego wina.
-Robi się chłodno, może chodźmy do mnie. To znaczy do Instytutu.
-Nie wiem czy oni chcą mnie widzieć- dziewczyna lekko się zamartwiała.
-Na pewno chcą- uśmiechnął się do niej.- Zapomniałem powiedzieć ci o jeszcze jednym, Luke również jest Nefilim, a do tego moim parabatai.
-Co to znaczy?
-Bycie czyimś parabatai oznacza, że zawsze przy nim będziesz, będziesz go chronił w zdrowiu i w chorobie, a jeśli będzie trzeba to oddasz za niego życie. Tak jest wśród Nocnych Łowców, to coś więcej niż bycie przyjaciółmi czy rodzeństwem. I nie miej pretensji do Magnusa o to, że ci nie powiedział. On już dawno by to zrobił, ale umowa była taka, że to my ci wszystko wyjaśnimy.
-Mimo wszystko mógł mnie nie oszukiwać, jest moim ojcem.
James wiedział, że to nie prawda, ale Bane zażyczył sobie aby tego jej nie mówić.
-Chodźmy już, robi się ciemno a do Instytutu mamy kawałek.
Lucie przysunęła się do Jem'a i przytuliła go tak jak wcześniej, a on znów objął ją i szepnął do jej ucha:
-Pamiętaj, że ja zawsze przy tobie będę, nigdy cię nie opuszczę, zawsze możesz na mnie liczyć.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko pocałowała go w polik.
 ------------------
A więc mamy już 6 rozdział :D mam nadzieję, że się Wam podoba .Jeśli tak , to proszę - KOMENTUJCIE ;*      A tak po za tym to chciałam Wam również powiedzieć, że niestety nie dam rady dodawać rozdziału co tydzień więc będę go dodawała co 2 tygodnie. Jestem w 1 gimnazjum i niestety mam trochę nauki i muszę się do tego przyłożyć ;/ mam nadzieję, że ten fakt nic nie zmieni i dalej będziecie czytać oraz mnie nie opuścicie :)

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 5

Magnus siedział przy stole i bawił się jedzeniem. Lucie przekroczyła próg jadalni i usiadła na przeciwko niego.
-Przepraszam-zaczęła rozmowę, bo widziała, że jej ojciec raczej tego nie zrobi.
-Nie masz za co mnie przepraszać.
-Mam. Nie wiedziałam, że to dla ciebie trudny temat do rozmowy.
-Po prostu zapomnijmy o tym.
Lucie podeszła do Magnusa i mocno go przytuliła.
-Tato, czego te demony ode mnie chcą? Jak byłam w sklepie zaatakował mnie jeszcze jeden.
-Nie wiem- musiał skłamać.
Chciał jej wszystko powiedzieć ale nie mógł. Wiedział, że to nie jego zadanie, że to Nefilim wszystko jej wytłumaczą.
-Ale wiem jedno, musisz na siebie uważać. Dam ci zaraz sztylet, będziesz musiała go wszędzie ze sobą nosić- oznajmił Magnus.
-Dobrze.
Wyszedł z jadalni a po chwili wrócił do niej ze sztyletem w ręku. Podał go dziewczynie, usiadł do stołu i wziął się za jedzenie.
                                              ***
Po śniadaniu James wszedł do swojego pokoju i uchylił okno, ponieważ było tam bardzo duszno. Odsłonił wszystkie rolety i przebrał w stosowne ciuchy. Już miał brać się za czytanie swojej ulubionej książki kiedy do pokoju wszedł jego parabatai.
-Luke, nie nauczyli cię, że przed wejściem do czyjegoś pokoju się puka? -spytał, choć wiedział, że i tak pewnie nie otrzyma odpowiedzi.
Luke wyglądał na lekko podnieconego, lecz w jego oczach widać było codzienną obojętność.
-Nie przesadzaj. Zastanawiam się czy może nie napisać do Lucie. Co o tym sądzisz?
-A czy to moja sprawa? - dla James'a był to trochę trudny temat - Rób co chcesz.
-Tak, to również twoja sprawa bo ty też idziesz - uśmiechnął się do niego.
-No okej. To napisz i widzimy się na dole za pół godziny.
Luke tylko przytaknął i z głową w telefonie wyszedł z pokoju swojego parabatai.
                                               ***
Lucie siedziała na swoim łóżku i czytała jedną z wielu gazet leżących obok niej. Jej pokój oświetlało słońce wpadające przez odsłonięte okno, ale dodatkowo miała zapaloną lampkę stojąca obok łóżka by lepiej widzieć drobne druczki w gazecie. W tym momencie z czytania wyrwał ją dźwięk, który oznajmiał o przyjściu sms'a. Wzięła telefon do ręki i odczytała go:

        "Wyjdziemy na spacer za pół godziny? Luke. "

Wybrała opcję ODPOWIEDZ i napisała:

                 "Jasne. Czekaj pod moim domem. "

Po chwili otrzymała jeszcze jedną wiadomość:

    "Będzie z nami mój najlepszy przyjaciel. Nie masz nic przeciwko? "

Wystukała na klawiaturze telefonu:

                   "Nie mam. Miło będzie go poznać"

Odłożyła telefon na stolik nocny i podeszła do szafy. Zaczęła w niej szukać odpowiednich ubrań, wyrzucając przy tym prawie wszystkie. Gdy w końcu znalazła odpowiedni komplet sprzątnęła pokój. Był akurat odpowiedni czas do wyjścia. Zeszła na dół i wstąpiła do pokoju ojca.
-Tato, wychodzę.
-Gdzie? Z kim? Mogłaś mi wcześniej powiedzieć- oznajmił z wyrzutem.
-Na spacer z Luke'iem i jego przyjacielem.
-Dobrze, tylko nie wróć za późno.
-Okej. Pa.
Założyła na nogi swoje ulubione fioletowe trampki, które idealnie wyglądały w połączeniu z resztą jej ubrania. Wzięła swoją torebkę, wsadziła do niej telefon oraz stylet, który kazał jej nosić ojciec i wyszła z domu.
                                                ***
Droga z Instytutu do domu Magnusa trwała około dziesięciu minut, ale Luke i James postanowili wyjść trochę wcześniej, by w razie czego Lucie nie musiała na nich czekać.
-A tak wogóle to gdzie będziemy szli na ten spacer? - spytał Jem swojego parabatai.
-Sam nie wiem. Zobaczymy gdzie Lucie będzie chciała iść. A tak po za tym to chciałem do niej napisać tylko i wyłącznie z twojego powodu- powiedział.
-Jak to z mojego? - chłopak był zakłopotany.
-Wiem jak bardzo ci na niej zależy więc mam zamiar pomóc, chociażby w taki sposób, że za chwilę się spotkacie.
-Dzięki Luke.
Mijali właśnie szary opuszczony lokal, który kiedyś, za czasów Alex'a Blackthorn'a był najlepszym barem w mieście. Gdy skręcili w lewo mogli już zobaczyć dom Magnusa. Gdy tylko stanęli przed furtką z domu wyszła Lucie. Miała na sobie dżinsowe rurki, fioletową bluzkę we wzory i fioletowe trampki.
-Hej- powiedziała do nich gdy przekroczyła bramę.
-Cześć- powiedział Luke- to jest Lucie- wskazał na dziewczynę- a to James- pokazał na swojego parabatai.
-Hej- powiedzieli do siebie niemal jednocześnie.
-Jestem James, ale możesz mówić mi Jem- oznajmił dziewczynie i uśmiechnął się do niej.
-Jasne- ona również odwzajemniła uśmiech- Gdzie idziemy? - spytała.
-A gdzie chcesz? - zapytał Luke.
-Nie wiem. Na razie idźmy przed siebie a może gdzieś dojdziemy.
Wszyscy we troje udali się w tym kierunku z którego przyszli chłopcy. Bardzo dużo ze sobą rozmawiali. Lucie zauważyła, że James jest na prawdę bardzo miły, wesoły i wydaje się być szczery. Luke natomiast prawie wcale się nie uśmiechał. Byli swoimi przeciwieństwami. Po godzinie postanowili usiąść w parku, bo przez cały ten czas chodzili. Rozmawiali o tym jak chłopcy zaczęli się przyjaźnić i jak się poznali, lecz Lucie i tak nie poznała prawdy, ponieważ nic jeszcze nie wie o Nocnych Łowcach.
-Wiecie co, ja chyba będę już wracać. Tata będzie się o mnie martwił- powiedziała ze smutkiem Lucie.
-Przepraszam was, ale ja też już musze wracać. Do zobaczenia- Luke pożegnał się z nimi i poszedł w stronę Instytutu.
Wcale nie musiał już wracać, ale chciał żeby Lucie i James zostali sami.
-Odprowadze cię- zaoferował chłopak.
-Dziękuję- powiedziała Lucie.
Po całym ciele dziewczyny przeszedł dreszcz, ponieważ zrobiło się chłodno.
-Zimno ci? - James wyglądał na zmartwionego.
-Troszkę.
Jem zdjął z siebie szarą bluzę i podał ją Lucie.
-Teraz tobie będzie zimno- stwierdziła.
-Ja jakoś dam sobie radę. Załóż ją- James wskazał na bluzę.
Lucie wykonała polecenie.
-Dziękuję- powiedziała.
Chłopak tylko się uśmiechnął. Wracali powoli i po niecałych dwóch godzinach byli pod jej domem. Było już ciemno a na niebie było pełno gwiazd.
-Dziękuję, że mnie odprowadziłeś- uśmiechnęła się.
-Cała przyjemność po mojej stronie. Dasz mi swój numer telefonu?
-Dobrze.
Wymienili się numerami.
-Musze już iść.
-Do zobaczenia- powiedział Jem i ucałował rękę dziewczyny.
-Do zobaczenia- powiedziała Lucie.
James stał pod jej domem dopóki nie weszła do środka. Gdy już tam była od razu poszła do swojego pokoju. Wtedy zorientowała się, że nie oddała Jem'owi bluzy. Uderzyła się ręką w głowę.
-Ale jestem głupia. Przynajmniej będę miała okazję jeszcze się z nim spotkać- powiedziała sama do siebie.
Wykąpała się i przebrała w piżamę. Położyła się do łóżka i przykryła kołdrą. Dużo rozmyślała o dzisiejszym dniu, a głównie o James'ie. Całkiem różnił się od Luke'a. Był zabawny, miły i był wielkim dżentelmenem. Do tego miał cudowne kręcone włosy w kolorze przypominającym złoty i piękne niebieskie oczy. Bardzo jej się spodobał i zaczęła się zastanawiać co on ma takiego w sobie, że tak ją przyciąga. Gdy rozmyślała nad tym wszystkim w pewnym momencie usnęła.
                                              ***
Gdy Jem dotarł do Instytutu wbiegł do swojego pokoju i rzucił się na łóżko. Nie mógł przestać myśleć o Lucie. Była piękna, miała śliczne brązowe włosy, a jej oczy były uwodzicielskie w kolorze brązu i zieleni. W rzeczywistości była jeszcze piękniejsza niż na zdjęciu.
-Chyba się zakochałem- pomyślał i ułożył się do snu.
---------------
Mamy rozdział 5 ;D mam nadzieję że się Wam podoba, jeśli tak- komentujcie! To dla Was tylko chwila a dla mnie wielka motywacja ;*


czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 4

Lucie obudziła się bardzo wcześnie. Gdy tylko próbowała się podnieść z łóżka przeszywał ją straszliwy ból od stóp po głowę. Zastanawiała się, co się z nią dzieje i próbowała znaleźć źródło bólu. Uniosła lekko głowę i wtedy zobaczyła, że ma na ręce ogromne zadrapanie. Wydała z siebie ciche jęknięcie, ponieważ nie miała siły na nic więcej. Zastanawiała się co się jej mogło stać. Wtedy przypomniała sobie wszystkie zdarzenia z poprzedniego dnia: Luke'a, film no i tego okropnego potwora, który zaatakował ją w sklepie. Nagle usłyszała stuknięcie w okno. Przekręciła głowę w jego stronę i zobaczyła stwora, który wyglądał trochę jak prehistoryczny pterodaktyl, ale ten był bardziej groźny. Próbowała zawołać Magnusa, ale nic z tego nie wychodziło a ręka bolała coraz bardziej. Drugą dłonią dotknęła rany. Wtedy poczuła nagły przypływ energii.
-Tato! - krzyknęła z całej siły.
Magnus wpadł do pokoju z taką szybkością, że prawie się przewrócił.
-Co się stało?
-Spójrz w okno- powiedziała z wyrazem przerażenia na twarzy.
Bane wykonał polecenie. Ujrzał wielkiego skrzydlatego demona.
-Spokojnie Lucie, żadnych gwałtownych ruchów a nie zaatakuje. Zaczekaj tu chwile.
Skierował się powoli w stronę drzwi a gdy przekroczył ich próg zaczął biec jakby to były wyścigi.
-Nie zostawiaj mnie! - krzyknęła trochę ciszej, bo nie miała już tyle siły co przed chwilą.
Zastanawiała się skąd nagle dostała takiego przypływu energii.
-A może jestem czarownikiem tak jak tata- powiedziała pod nosem.
W tym momencie Magnus wpadł do pokoju z mieczem w ręku, otworzył okno i przebił demona na wylot. Ten jakby rozwiał się w powietrzu.
-Co to było? - spytała.
Pomimo tego, że tego czegoś już tu nie było, ona wciąż się bała.
-To był demon.
-Demon?
-Na świecie oprócz czarowników istnieją również inne istoty, takie jak wampiry, wilkołaki i podobne, to Podziemni, ja również do nich należę. Są jeszcze stwory nazywane demonami, one pochodzą z innego wymiaru, nie mają duszy. Natomiast Nefilim, czyli Nocni Łowcy, są pół ludźmi, pół aniołami, którzy chronią świat przed złymi demonami - tłumaczył Bane.
-A kim ja jestem?
-Nie rozumiem.
-Zapytałam kim jestem? Gdy dotknęłam mojej rany to nagle poczułam ogromną siłę, wcześniej nie mogłam nawet cokolwiek powiedzieć, a teraz mogłabym krzyczeć.
-To dzięki twojemu pierścionkowi. Gdy dotknęłaś nim skóry on sprawił, że na ranie wyrysował się znak, Iratze, uleczający.
-Aha. Ale wciąż nie odpowiedziałeś na moje pierwsze pytanie. Czy jestem czarownikiem tak jak ty? - wypytywała.
-Nie, nie jesteś czarownikiem, powinnaś się z tego cieszyć.
-Niby czemu? Nie jesteś dumny z tego kim jesteś?
-Nie chodzi o to. Ty po prostu nie wszystko rozumiesz, ale ja nie mogę ci tego wyjaśnić, niedługo sama wszystkiego się dowiesz - Magnus starał się ułożyć zdanie tak, aby przez przypadek się nie wygadać.
-Dlaczego masz przede mną sekrety? ! - krzyknęła- Nawet nie wiem kim jestem, a ty wiesz i starasz się to przede mną ukryć. A do tego twierdzisz, że bycie kimś takim jak ty jest złe. Każdy ma swoje plusy i minusy, wady i zalety i trzeba się z tym pogodzić.
-Jesteś taka jak inni których znasz, a ta energia to zasługa pierścionka który ode mnie dostałaś a nie jakiejś magicznej mocy. A wiesz czemu powinnaś się cieszyć, że nie jesteś tym kim ja? Bo Podziemni zawsze tracą wszystko i wszystkich, po pewnym czasie każdy ich opuszcza i wierz mi, że nie ma w tym nic miłego. Ty też pewnie niedługo mnie zostawisz.
Po tych słowach Bane ze spuszczoną głową wyszedł z pokoju dziewczyny.
                                                ***
Luke wstał z łóżka, ubrał się i udał w stronę jadalni gdzie byli już wszyscy oprócz James'a.
-Dzień dobry Luke- powiedziała Samanta.
-Dzień dobry. Gdzie jest Jem?
-Od wczoraj nie wychodzi ze swojego pokoju i z nikim nie chce rozmawiać- wyjaśniła Miley.
-Pójdę do niego- postanowił.
-A co ze śniadaniem? - zapytała Samanta.
-Jem jest chyba ważniejszy od jedzenia, nie sądzisz? - chłopak odwrócił się na pięcie i wyszedł przez wielkie drzwi jadalni.
Wszedł po schodach na górę i zapukał do pierwszych drzwi po prawo. Nikt nie odpowiedział. Postanowił po prostu tam wejść. Użył steli aby narysować znak na klamce od drzwi. Gdy skończył pociągnął za nie a one bez trudu się otworzyły. Przekroczył próg i poczuł ogromne ciepło. Wszystkie okna były zamknięte i zasłonięte. Było duszno i ciemno ale chłopak bez trudu odnalazł sylwetkę swojego Parabatai.
-Czego chcesz? - zapytał Jem nawet nie patrząc w jego stronę.
-Chcę ci pomóc. Co się dzieje? Podobno wogóle nie wychodzisz ze swojego pokoju.
-To nie twoja sprawa.
-A właśnie, że moja. Przyjaźnimy się, możesz mi wszystko powiedzieć.
-Aż tak bardzo chcesz wiedzieć? To proszę. Denerwuje mnie to, że wybrali ciebie, że ja nie mogę się o nią troszczyć, opiekować nią, powiedzieć kim jesteśmy. Że to wszystko to twoje zadanie a nie moje.
-Przecież to nie moja wina. Ja tego nie chciałem i gdybym tylko mógł to z chęcią bym się z tobą zamienił. A po za tym to, że ja mam się nią zajmować nie oznacza, że ty nie możesz mi pomagać, możemy to robić razem, jako Parabatai. Zgoda? - zapytał i podał mu rękę.
James niepewnie na niego spojrzał. Przez chwilę się wahał ale w końcu ustąpił.
-Zgoda- uścisnął dłoń przyjaciela.
-Lepiej chodźmy na śniadanie, bo potem czeka nas praca.
Chłopak przytaknął.
-Zaczekaj na mnie przed drzwiami, muszę się trochę ogarnąć.
Luke wyszedł z pokoju przyjaciela a po chwili oboje udali się w stronę jadalni.
------------------------------------------
Ten rozdział wyszedł trochę krótki, ale mam nadzieję, że i tak wam się podoba. Będę się starała dodawać rozdziały co tydzień w czwartek :) . KOMENTUJCIE ;)